Bóg – najgorszy rodzic świata?

Kolejna konferencja z cyklu „Credo: o religijnym wychowaniu dzieci”.

Bóg

– najgorszy rodzic świata?

Pierwszą część można znaleźć tutaj


polecenie - to jest warte twojej uwagi...

CZY PRZECZYTAŁEŚ JUŻ CAŁE PISMO ŚWIĘTE?
PRÓBOWAŁEŚ I NIE UDAWAŁO SIĘ?
A MOŻE PRZECZYTAŁEŚ I... NIC NIE PAMIĘTASZ?
PRAWDOPODOBNIE ŹLE SIĘ ZA TO ZABRAŁEŚ!

bezpłatny poradnik

Pozwól, że pokażę ci jak się zabrać do czytania całej Biblii. Unikniesz w ten sposób dwóch powszechnych błędów oraz poznasz właściwą metodę.

Na koniec otrzymasz bezpłatny poradnik (PDF) do osobistego wykorzystania

Kliknij i POZNAJ SZCZEGÓŁY [kliknij tutaj]


6 myśli w temacie “Bóg – najgorszy rodzic świata?

  1. Widzę tutaj brak konsewencji w przekazie.. W pierwszej części przekonywał ojciec, że należy młodym ludziom stworzyć pole do swobodnego odkrywania siebie oraz wyznaczyć granice poza które dziecko nie powinno wychodzić, natomiast w drugiej części pokazał ojciec obraz ojca 🙂 który nie tylko tej granicy nie wyznaczył ale wręcz zachęcił dziecko do „używania” dając taką fortunę. Strasznie naciągana ta historia, a przypowieść mówi o czymś zupełnie innym, jakże pięknym.. Zatem 1. edukacja marna bo jej nie było w ogóle, 2. kapryśne dziecko dostało swoją zabawkę (czytaj: majątek) 3. dobrze że nie było tv bo by zostało celebrytą 4. sporty z pewnością uprawiało ale nie te właściwe.. 😉 Intuicja mimo wszystko właściwa tylko przypowieść nie ta Pozdrawiam

  2. Myślę, że w wychowaniu dzieci trzeba współpracować z Bogiem. Sama jestem matką i codziennie stwierdzam, ze poniosłam sukces i porażkę wychowawczą i pewnie nigdy nie poczuję, że jestem doskonała.

  3. Ojciec Adam ma rację. Ale czy tę rację (te racje) wprowadziłby w życie, gdyby miał ku temu okazję, to znaczy gdyby był ojcem fizycznym, to sprawa co najmniej otwarta. On jest przekonany, że tak by zrobił; ja jestem przekonany, że mogłoby mu się to nie udać. Ani ja jemu, ani on mnie nie udowodni, że się nie myli. Tak się składa, że kiedyś byłem księdzem, a teraz jestem ojcem. Gdy byłem księdzem, to sobie myślałem: „Gdybym miał dzieci, to bym je na pewno dobrze wychował. Byłbym dla nich autorytetem”. Myślałem tak, jak teraz myśli ojciec Adam. Nie jestem takim autorytetem, jakim wydawało mi się, że bym był. Nie jestem też złym człowiekiem. I z pewnością nie jestem też antyprzykładem. I nigdy nie oczekiwałem od syna, żeby robił coś, czego ja nie robię, albo żeby robił coś tylko dlatego, że ja mu tak każę. Ojcu Adamowi fajnie się wydaje. No i dobrze. Niech mówi. Może komuś, kto się zastosuje do tego, co mówi, uda się. Ale nie wszystkim. I nie wiadomo, czy ojcu Adamowi by się udało. Niektórym rodzicom wydaje się, że odnieśli sukces wychowawczy, bo ich dzieci reagowały na to, co im mówili. Akurat takie dzieci dostali od Boga w prezencie. Gdyby dostali inne, z sukcesem również mogłoby być inaczej. Jestem gotów oddać ojcu Adamowi mojego syna na jakiś czas pod opiekę, cokolwiek to będzie – rekolekcje, obóz, nie wiem co. Niech przemówi do niego młodzieżowym językiem, niech mu na chwilę zastąpi rodzonego ojca, niech stanie się dla niego autorytetem, który pociągnie go za sobą w kierunku bycia wartościowym człowiekiem. Czy ojciec Adam przewiduje takie rozwiązania?

    • Myślę, że to chyba nie do końca o to chodzi i o. Adamowi też nie do końca o to chodziło, żeby teraz stawiać kogoś pod pręgierzem i wymagać od niego, musi się udać wychować dobrze dziecko. Bardziej chodzi o świadomość, jaki jest najlepszy obraz. To jest pierwszy, podstawowy warunek, żeby zacząć się rozwijać. Mądrzejsi rodzice i parę razy miałam okazję to słyszeć od praktyków, mówią: moje dziecko jest dla mnie nauczycielem, dzięki dziecku się tego i tego nauczyłam. Dosłownie oznacza to tyle: staram się dojrzewać do miłości do swojego dziecka, mądrej miłości. To, że często nie wychodzi jest o.k i dla dzieci to też jest o.k., jeżeli widzą, że rodzice się starają, że chcą. Najgorsza z możliwych postaw rodziców, jest jedna: ” ja wszystko wiem o wychowaniu dzieci, nikt mi nic nie będzie mówił”. W podtekście takiej wypowiedzi tak na serio słyszę jedno: styl postępowania, jaki mam, jaki przejąłem, najprawdopodobniej po swoich rodzicach, jest dla mnie na tyle wygodny, że nie chcę słyszeć, że mam go zmienić i nie mówcie mi, że coś jest w tym nie tak.

    • Bardzo madry komentarz.poki nie jestesmy rodzicami mamy inne wyobrazenie o wychowaniu dzieci, Pozniej gdy przychodza na swiat, sa to najcudowniejsze istoty i jak Arabowie mowia” dzieci sa blogoslawienstwem Boga”I dodatkowo, jak przyslowie mowi,” z malego pieska wyrosnie pies, z malego kotka, kot, z malego dziecka nie zawsze wyrasta czlowiek”Mysle,ze rodzice musza zrozumiec,ze dzieci przyszly na swiat ze swoim Planem, I nie jest to plan rodzicow, Nie mozemy wiec, jako rodzice wymagac by dzieci realizowaly nasze nie zawsze udane, plany, marzenia.One maja swoja droge.Mozemy tylko ich ,madrze i delikatnie kierowac, jak smochod na lodowisku, sugerowac rozwiazania, ale mamy byc drogowskazem, nie znakiem nakazu, czy zakazu.Dzieci musza miec prawo wyboru, bo wraz z wiekiem zmieniaja sie ich autorytety, wartosci.Ale nawazniejsze, by dziecko ( niezaleznie od tego ile ma lat) wiedzialo, ze jakakolwiek ( „zla” z naszego punktu widzenia) droge wybierze to i tak, ma gdzie wrocic, to i tak na niego czekamy.I po jego powrocie nie bedziemy mu nic wypominac na zasadzie ” a nie mowilem”bo to byla jego decyzja.A poniewaz go kochamy, szanujemy jego wybory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.